W 1980 roku dowodziłem jachtem Roztocze w regatach Tall Ships’ Races 1980, na trasie Kiel – Karlskrona – Frederikshavn – Amsterdam.

 

Amsterdam, Azory, Barański, Café Sport, Cutty Sark Tall Ships’ Races, Horta, marszpikiel, Palermo, Pałkiewicz, Peter, Roztocze, StormvogelRoztocze w Karlskronie podczas Tall Ships’ Races 1980
arch. Ziemowit Barański

W Amsterdamie tak się złożyło, że staliśmy blisko jachtu Stormvogel. Dowodził nim Jacek Pałkiewicz, którego znałem jeszcze z wcześniejszych lat w Polsce, zanim wyemigrował do Włoch.

Amsterdam, Azory, Barański, Café Sport, Cutty Sark Tall Ships’ Races, Horta, marszpikiel, Palermo, Pałkiewicz, Peter, Roztocze, StormvogelStormvogel
źródło: Stormvogel

 Właścicielem Stormvogla był Włoch Adriano Goldschmied, a Jacek – etatowym kapitanem. Usłyszałem od niego, że w następnym roku, czyli w 1981, Stormvogel weźmie udział w regatach Whitbread Round The World Race, a armator zaczyna kompletować załogę.

Z dalszej rozmowy wynikło, że miałbym szansę wejść do załogi jako nawigator i Jacek obiecał przesłać mi informacje najdalej na wiosnę 1981 roku. Na razie na tym się skończyło, ale gdzieś w maju 1981 roku Jacek zatelefonował do mnie, że ze startu w regatach nic nie będzie, bo armator ma kłopoty finansowe, ale jacht ma pływać w lecie po Morzu Egejskim i mógłbym wejść do załogi.

Wprawdzie nie były to regaty Whitbread, ale perspektywa popływania po Morzu Egejskim, w dodatku za prawdziwe pieniądze (starsi czytelnicy zapewne pamiętają ówczesne kursy dewizowe) była kusząca.

Zdecydowałem więc, że jadę i w czerwcu 1981 roku zameldowałem się w Wenecji na pokładzie Stormvogla. Po przygotowaniu jachtu ruszyliśmy do Pireusu. Kapitanem był Jacek.

Dopłynęliśmy do Korfu. Tam Jacek powiedział, że musi wracać do domu, bo właśnie zbliżają się narodziny jego córki, a ja mam popłynąć do Pireusu, dokąd przyjedzie armator. W ten sposób, z minuty na minutę, stałem się kapitanem Stormvogla.

 

Amsterdam, Azory, Barański, Café Sport, Cutty Sark Tall Ships’ Races, Horta, marszpikiel, Palermo, Pałkiewicz, Peter, Roztocze, StormvogelStormvogel
źródło: Stormvogel 

 W lipcu i sierpniu 1981 r. pływaliśmy po Morzu Egejskim między portami greckimi i tureckimi, a w końcu sierpnia wróciliśmy do Palermo. Tam właściciel jachtu zaproponował mi, abym pozostał na Stormvoglu i przeprowadził go na Morze Karaibskie, gdzie będą się odbywać rejsy czarterowe. Oferta była obiecująca. Rejs na Karaiby, gaża w prawdziwych pieniądzach (trzeba tu zwrócić uwagę na ówczesne kursy złotego i dolara) więc się zgodziłem. Wróciłem na krótko do Polski, aby w szkole, w której pracowałem, załatwić urlop. W październiku byłem znów w Palermo, a stamtąd, w listopadzie, wyszedłem do Fort-de-France na Martynice. Dotarłem tam w drugiej połowie grudnia 1981 roku, tym samym stan wojenny w Polsce zastał mnie na Atlantyku.

Amsterdam, Azory, Barański, Café Sport, Cutty Sark Tall Ships’ Races, Horta, marszpikiel, Palermo, Pałkiewicz, Peter, Roztocze, Stormvogel   Amsterdam, Azory, Barański, Café Sport, Cutty Sark Tall Ships’ Races, Horta, marszpikiel, Palermo, Pałkiewicz, Peter, Roztocze, Stormvogel
Takie połowy mieliśmy na Antylach
(arch. Ziemowit Barański)

Na Morzu Karaibskim pływałem w rejsach czarterowych do kwietnia 1982 roku, a potem ruszyłem w drogę powrotną do Palermo, mniej więcej z tą samą załogą, z którą płynąłem na Martynikę.

Po drodze były Azory, dokąd należało wejść po wodę i paliwo. Prawdę mówiąc, tylko po wodę, bo warunki pogodowe na przelocie Antigua – Horta były bardzo dobre i praktycznie silnika nie używałem.

W Horcie czekała mnie niespodzianka. Po zacumowaniu, kiedy rozejrzałem się po porcie, nagle zobaczyłem jacht pod polską banderą. Był to Dar Koszalina dowodzony przez Rysia Wabika, który wracał pospiesznie do kraju po okrążeniu przylądka Horn i postoju na Falklandach tuż przed wojną Argentyna – Wielka Brytania.

Bardzo to było sympatyczne, takie niespodziewane spotkanie, a Rysiek miał jeszcze jakiś zapas argentyńskiego wina.

Gdy się jest w Horcie, trzeba koniecznie odwiedzić słynną knajpę „Café Sport u Petera”, co też uczyniliśmy.

Amsterdam, Azory, Barański, Café Sport, Cutty Sark Tall Ships’ Races, Horta, marszpikiel, Palermo, Pałkiewicz, Peter, Roztocze, StormvogelHorta, Azory: Peter Café Sport
źródło:
Historic Cafes Route 

Przy „Café Sport” jest sklepik z różnymi pamiątkowymi drobiazgami i tam właśnie zobaczyłem… marszpikiel z kości wieloryba.

Przy moich zainteresowaniach bosmańskich zawsze chciałem mieć porządny marszpikiel do zaplatania lin włókiennych. Dotychczas używałem marszpikli drewnianych, ale nawet te z twardego drewna szybko ulegały uszkodzeniom. W „Café Sport” zobaczyłem piękny marszpikiel z twardej kości. Prawdę mówiąc nieco się zawahałem, bo kosztował chyba kilkanaście dolarów (zwracam tu uwagę na fakt, że to dzieje się w 1982 roku, a starsi Czytelnicy pamiętają ówczesne kursy dolara – oczywiście czarnorynkowe) – ale oczywiście go kupiłem i mam do dzisiaj, co potwierdza załączona fotografia.

Amsterdam, Azory, Barański, Café Sport, Cutty Sark Tall Ships’ Races, Horta, marszpikiel, Palermo, Pałkiewicz, Peter, Roztocze, StormvogelMarszpikiel z kości wieloryba
fot. Ziemowit Barański

Marszpikiel bardzo mi się też przydał później, już na Fryderyku Chopinie: w latach 1991-1992, gdy go budowałem – bo cały takielunek ruchomy robiony był przez pierwszą załogę, a nie przez stocznię, a także podczas remontu w stoczni Falmouth, po stracie masztów w 2011 roku.

Marszpikiel przydaje mi się do dzisiaj – jest nie tylko dobrym narzędziem, ale także darzę go sentymentem, bo to pamiątka z moich pierwszych trawersat Atlantyku i coś trochę egzotycznego – nie zwykłe drewno, tworzywo sztuczne, czy metal, a KOŚĆ WIELORYBA.

Ziemowit Barański
2 czerwca 2024


PS.

O tym, jak kpt. Ziemowit pływał na Chopinie, Pogorii, Roztoczu, Stormvoglu, Oceanii i o wielu jego przygodach pod żaglami (i nie tylko) przeczytacie w antologii Jak się raz zacznie…,
zawierajacej 80 opowiadań z żeglarskiego życiorysu Kapitana.
► Sięgnijcie po książkę (bo to już ostatnie egzemplarze!)

 


► Żeglujmy Razem – powrót na Stronę Główną