3. Motywacje niewidomych do popłynięcia na morze.

 Osoba niewidoma chcąca płynąć na rejs musi jedynie podjąć decyzję. Dzięki coraz bardziej rozwijającej się ofercie prężnie działających fundacji możliwość pływania jest dana praktycznie każdemu. Przygoda z morzem zaczyna się właśnie w chwili podjęcia decyzji o wzięciu udziału w rejsie.

Zaczyna się przeszukiwanie Internetu w celu znalezienia jak największej ilości informacji. Najważniejsze pytania, które zadają sobie niewidomi to „Jak tam jest?” i „Czy sobie poradzę?”. Dzisiaj ścieżki są już przetarte. Istnieje bardzo wiele łatwo dostępnych relacji osób niepełnosprawnych opisujących swoje przeżycia, które utwierdzają chcących płynąć w przekonaniu o dobrze dokonanym wyborze i rozwiewają ich wątpliwości. Pozostaje więc tylko wybór organizatora i terminu. Ułatwieniem jest fakt, że aby popłynąć w swój pierwszy rejs nie potrzebny jest żaden drogi, specjalistyczny sprzęt. Najprostszy sztormiak (ubranie przeciwdeszczowe), który z powodzeniem wystarczy, można kupić za nie więcej niż 100 zł.[1]

Najważniejsze jest jednak niewidoczne dla oczu. Analizując motywacje niewidomych, którzy popłynęli na morze można stwierdzić, że są one bardzo różne. Niektórzy pływają, bo kiedy jeszcze widzieli, to lubili żeglowanie. Gdy wzrok im się pogorszył, lub gdy stracili go zupełnie, nie mieli już tylu okazji do żeglowania. Innym morze wydawało się nieciekawe i monotonne. Jedna z osób, będąca po raz pierwszy na Zawiszy mówi:

Dawno nie byłem nad morzem. Wydawało mi się, że to jest straszna nuda. Leżą ludzie jak foki smażące się na plaży. Byłem wtedy, kiedy był wiatr, kiedy słońce przenikało przez chmury […]. Już mało widziałem tak jak teraz. Wrażenia sensualne, kiedy wzrok jest słabszy są dużo silniejsze. Wiatr, poczucie przestrzeni, zarys klifów, mniej więcej linia horyzontu, morza. Sam szum, dźwięk, przestrzeń zrobiły na mnie kolosalne wrażenie. Matka znalazła na Internecie ten projekt Zobaczyć Morze. Zadzwoniła do mnie żebym zobaczył, a ja od razu wysłałem zgłoszenie. No i jestem. Morze mnie do tego przymusiło albo zachęciło.

 

Inni traktują rejs morski jako wyzwanie. Czasem jest to wyzwanie osobiste człowieka nie tylko niewidomego, ale również chorującego np. na cukrzycę. Innym razem staje się próbą udowodnienia sobie, że się potrafi przełamać własne bariery, pokonać lęki i ograniczenia, pozbyć się obaw. Częstokroć rejs staje się testem na zrehabilitowanie, który zdany przynosi ogromną satysfakcję i nadaje dużą pewność siebie. Do grona motywacji można zaliczyć także chęć przeżycia czegoś nowego. Część niewidomych planowała płynąć od dłuższego czasu, lecz ze względu na ich inne aktywności odsuwała rejs w czasie. Dla jednych były to podróże, dla drugich inne hobby jak na przykład nurkowanie.

 

Wielu niewidomych płynie na taki rejs chcąc wykorzystać możliwość poznania nowych ludzi. Niewidomi nieczęsto mają na to okazję. Chęć wyjścia poza dotychczasowe, zamknięte i przeważnie mocno ograniczone liczebnie towarzystwo pomaga przezwyciężyć nieśmiałość powodującą strach przed poznawaniem nowych osób i kontaktem z nimi.

 

Duża część niewidomych, czytając o projektach i słysząc opowieści tych, którzy już byli na rejsach, rozbudza swoją ciekawość i rośnie w nich chęć popłynięcia. Chcą sami zobaczyć, jak to naprawdę jest, przeżyć coś nowego, wziąć udział w prawdziwej przygodzie, doznać jak najwięcej. Z czasem chęć popłynięcia staje się na tyle silna, że myśl o morzu zaczyna dominować życie człowieka. Pojawia się w najmniej spodziewanym momencie i nie pozwala się wypędzić z głowy. Wtedy wszystkie obawy odsuwane są na dalszy plan, a działania podporządkowane są jednemu celowi – popłynąć. (badania własne autora)

 

 

4. Organizacja życia na statku

Osoby niewidome wchodzące na statek  znajdują się przez moment w zupełnie nieznanym środowisku. Aby je poznać potrzebują dużo więcej czasu niż widzący. Stąd konieczność przeprowadzenia szczegółowego szkolenia za każdym razem, gdy na pokładzie pojawia się nowa załoga. Szkolenie obejmuje przede wszystkim przejście po statku i poznanie całego pokładu oraz tego, co znajduje się pod pokładem, ze zwróceniem szczególnej uwagi na charakterystyczne miejsca. Niewidomy musi umieć trafić wszędzie. Ze swojej koi (miejsca gdzie śpi) do kingstona (toaleta), za koło sterowe czy też do kambuza (kuchnia). W momencie, gdy załoga pozna wszystkie miejsca i nauczy się swobodnie poruszać po nowej przestrzeni można rozpocząć szkolenie z obsługi statku. Należy do niego poznanie miejsc zamocowania konkretnych lin oraz ich przeznaczenia, nauka stawiania, zrzucania i klarowania żagli, nauka obsługi steru, zapoznanie z zasadami pracy w kambuzie oraz przede wszystkim poznanie zasad bezpieczeństwa oraz nauczenie się obsługi osobistych środków ratunkowych. Jako pełnoprawni członkowie załogi muszą być jak najbardziej samodzielni w swoich działaniach. W praktyce mogą wykonywać wszystkie czynności, które wykonuje widzący załogant, oprócz służby na oku (pełnienia funkcji obserwatora).

Fot. Zuzanna Stępińska

 

Założeniem rejsów z osobami niewidomymi jest to, że nie mają oni opiekunów ani przewodników. Stawia to niepełnosprawnych w sytuacji trudniejszej niż zwykłe życie, gdyż wymusza jak największą samodzielność. Widzący są o tym uprzedzani. Osoby, które pływały z niewidomymi już wcześniej, wiedzą, że należy ich motywować do jak największej samodzielnej aktywności. Widzący, którzy pierwszy raz współpracują z niewidomymi na statku, muszą się tego nauczyć. Z początku próbują na każdym kroku pomagać, usługiwać czy nawet robić wiele rzeczy za nich, jednak nie tędy droga. Dopiero potraktowanie niewidomego jak równoważnego członka załogi powoduje, że wypełniane są założenia projektu. On przecież tylko nie widzi.

 

Załoga widząca uczy się, że bardzo często ma do czynienia z wyuczoną bezradnością niewidomych lub ich biernością, której powodów może być wiele. Najczęściej obserwowaną sytuacją, w której objawia się wycofanie niewidomych, wynikające ze wstydu dotyczącego przeświadczenia o nieporadności własnych ruchów, jest wspólne przygotowywanie i spożywanie posiłku.

Niewidomi, którzy po raz pierwszy siadają do stołu z widzącymi, których nie znają, często mają opory przed samodzielnym przygotowywaniem sobie kanapek. Jest to spowodowane faktem, iż – szukając wędliny czy sera – dotykają innych produktów. Tak prosta sprawa jak zrobienie sobie kanapki staje się problematyczna. To jedna z wielu barier, którą pokonują niewidomi w trakcie rejsu. Pomocne przy tym staje się serdeczne podejście współzałogantów. Podanie informacji, co znajduje się przed nim na stole i w którym miejscu, spowoduje, że niewidomy będzie mógł spożyć posiłek, który sam sobie skomponuje. Okazując cierpliwość, dystans do sytuacji oraz traktując niewidomych zupełnie normalnie można spowodować, że poczują się oni akceptowani, a wspólne spożywanie posiłków stanie się komfortowe.

Fot. Miłosz Romaniuk

 

Nic tak nie zbliża ludzi na morzu jak wspólna praca na rzecz statku. Codzienne obowiązki takie jak mycie pokładu, klarowanie lin czy przygotowywanie posiłków skłaniają załogę do współpracy i powodują, że zżywa się ona ze sobą. Aby wspólna praca była owocna, załoga powinna być odpowiednio przeszkolona.

Sposób szkolenia załogi widzącej jest prosty – na ogół wystarczy pokazać, jak się daną czynność wykonuje i opatrzyć pokaz prostym wyjaśnieniem.

Niewidomemu należy poświęcić dużo więcej czasu. Powinien on przede wszystkim wiedzieć, w którym miejscu statku się znajduje. Następnie trzeba mu o rzeczonej czynności opowiedzieć jak najbardziej obrazowo. Pokazując sposób wykonania należy dać niewidomemu dotknąć naszych rąk i przedmiotu, którym operujemy, aby mógł on „zobaczyć” co i w jaki sposób robić. Dopiero potem, jeżeli jest to potrzebne, manipulując jego dłońmi pomaga się w pierwszym wykonaniu czynności. Często to wystarczy, aby dana osoba poradziła sobie następnym razem samodzielnie.

Fot. Fundacja Zobaczyć Morze

 

Specyfika pracy na statku charakteryzująca się koniecznością współpracy stwarza idealne podłoże sytuacyjne wspomagające procesy aktywizacyjne i integracyjne. Ponadto, wymusza wręcz sprawną współpracę i pokojową koegzystencję ze względu na to, że na morzu ze statku wysiąść się nie da. Dlatego wszelkie ewentualne konflikty muszą być rozwiązywane natychmiast, gdy tylko zaistnieją. Niewidomi bardzo często chcą coś zrobić, przydać się i być aktywni. Najczęstszym czynnikiem wstrzymującym ich jest strach przed spowodowaniem sytuacji, która przysporzy innym problemów. Pomocy w przezwyciężeniu tego strachu udziela kadra oficerska poprzez odpowiednie szkolenie załogi oraz kontrolę wykonywania zadań. Traktując niewidomych zupełnie zwyczajnie, nie dając im taryfy ulgowej ani nie wyróżniając, sprawia się, że zaczynają się oni czuć „normalnie”.

Fot. Fundacja Zobaczyć Morze

 

Poprzez obarczenie ich obowiązkami załoganta czyni się postępy na drodze ich aktywizacji, a wspólne wykonywanie prac z resztą załogi wspaniale integruje. Im więcej wykonanych wspólnie czynności i przeżytych razem pięknych chwil, tym większa szansa na pomyślną rehabilitację niewidomego.

 

Kadrę oficerską oraz dowodzącą stanowią najczęściej starannie wyselekcjonowani ludzie, będący nie tylko specjalistami w dziedzinie żeglarstwa, ale także posiadający odpowiednie kompetencje i predyspozycje do pracy z niewidomymi. Odpowiednio modelując sytuacje na statku powodują, że niepełnosprawni schodzą z pokładu jako zupełnie inni ludzie. Stają się sprawniejsi, bardziej samodzielni, pewniejsi siebie, rośnie ich poczucie własnej wartości. Lepiej radzą sobie z wyzwaniami, otwierają się na ludzi i sytuacje. Porzucają lądową gnuśność i zniechęcenie. Istnieje wiele innych, pozytywnych zmian, które powoduje w człowieku rejs morski odbywający się pod dowództwem odpowiednich ludzi.

Kpt. Janusz Zbierajewski, wielokrotny dowódca Zawiszy Czarnego w rejsach „Zobaczyć morze”
Fot. Fundacja Zobaczyć Morze

 

5. Niewidomi na morzu w świetle koncepcji normalizacji

Przywołana wyżej zmiana postrzegania siebie przez osoby niepełnosprawne jest powiązana z koncepcją normalizacji. Jej ideę przedstawił Neils Erik Bank-Mikkelsen, duński reformator i rzecznik praw osób z niepełnosprawnościami intelektualnymi. W 1959 roku wprowadził on do Ustawy o opiece nad upośledzonymi umysłowo zapis mówiący o tym, że należy dążyć do tego, aby codzienne życie osób niepełnosprawnych w jak największym stopniu przypominało życie osób pełnosprawnych. Według Bank-Mikkelsena normalizacja polega na zapewnieniu osobom niepełnosprawnym umysłowo prawa do takiej samej, opartej na wspólnocie egzystencji, jak ich rówieśnicy, w tym odzieży, mieszkania, edukacji, pracy i wypoczynku. Możne być to osiągnięte poprzez nauczanie niepełnosprawnych umiejętności samopomocy oraz świadczenie różnorodnych usług wspierających. (Britannica.com[2])

 

Koncepcję normalizacji rozwijał Szwed Bengt Nirje wyszczególniając osiem elementów uznanego za normalny wzoru życia, do których osoby niepełnosprawne także mają prawo. Były to normalny rytm doby, tygodnia i roku, normalne doświadczenia w ciągu życia, prawo do samostanowienia jednostki oraz uznanie jej podmiotowości, normalne kontakty seksualne, standard życia ekonomicznego oraz prawa socjalne, a także normalny standard pracy i życia w społeczeństwie. (Nirje, 13)

 

Zmiany, które wprowadził do koncepcji normalizacji Nirje dotyczyły trzech aspektów. Normalizacja miała odtąd obejmować wszystkich niepełnosprawnych, niezależnie od rodzaju ich niepełnosprawności. Ponadto, miała być stosowana przez wszystkie instytucje świadczące usługi ludziom oraz dotyczyć każdych warunków ich życia. W konsekwencji, normalizacja obejmuje znacznie szerszy, niż ten pierwotnie przewidywany przez Bank-Mikkelsena, zakres zjawisk. Druga wykładnia zasady normalizacji, pisana z perspektywy 25 lat doświadczeń uwzględnia potrzebę nie tylko organizowania rzeczywistości wokół niepełnosprawnych na wzór życia osób pełnosprawnych, ale przede wszystkim podkreśla konieczność podnoszenia poziomu sprawności osób niepełnosprawnych. (Szumski, 61)

 

Żeglarstwo morskie niewidomych w pewnym stopniu umożliwia realizację koncepcji normalizacji. Założenia rejsów oraz sytuacje na nich zachodzące wypełniają wszystkie, możliwe do spełnienia w warunkach statkowych, postulaty stawiane przez Bengta Nirje. Niewidomi członkowie załogi mają identyczny rytm dobowy jak załoga widząca. Spełniają te same obowiązki na pokładzie czy w kambuzie, przechodzą te same szkolenia, tak samo bawią się i odpoczywają.

Fot. Fundacja Zobaczyć Morze

 

W dłuższych rejsach normalizacja dotyczy także rytmu tygodnia. Niewidomi na równi z widzącymi żeglują przeprowadzając statek z portu do portu i na równi z nimi odpoczywają przy kei i zwiedzają miasta. Niektórzy niewidomi wypełniają również częściowo postulat dotyczący normalnego rytmu rocznego. Nazywani przez żeglarzy „recydywistami” co roku wracają na rejsy, często coraz sprawniejsi i pozytywnie nastawieni.

 

Niewidomi na statku, oprócz pełnienia roli załoganta, pełnią także zwykłe role społeczne. Ze względu na wyjątkowy klimat rejsu oraz wyjątkowość ludzi biorących w nim udział, osoba niewidoma jest nie tylko załogantem, ale również kobietą, koleżanką, przyjaciółką, psychologiem czy matką. Spełnia to postulat dotyczący normalnych doświadczeń w kolejnych fazach życia. Dobry oficer kierując wachtą dostrzega potrzeby indywidualnych osób oraz uwzględnia je podczas dowodzenia. Niewidomi są traktowani podmiotowo jako odrębne i szanowane jednostki. W trakcie rejsu, gdy załoga bliżej się poznaje, zawiązują się znajomości, przyjaźnie, a nawet miłości. Wielokrotnie zdarzało się, że dwoje ludzi, którzy poznali się na jednym rejsie, wracali na następny jako para. Ponadto, w trakcie organizowanych często wieczornych koncertów szantowych, niewidomi chętnie biorą aktywny udział w śpiewaniu oraz graniu na różnych instrumentach.

 

Niepowtarzalna atmosfera rejsów realizująca koncepcję normalizacji oraz wspaniale integrująca załogę powoduje, że niepełnosprawni wracają z rejsu odmienieni, czy też jak niektórzy z nich sami to określają zrehabilitowani.

Miłosz Wawrzyniec Romaniuk
2014

Artykuł opublikowany w:
Heland-Kurzak, Krystyna [red.] Poszukiwania  badawcze doktorantów. Konceptualizacja, problematyzacja, operacjonalizacja.
Warszawa : Wydawnictwo Akademii Pedagogiki Specjalnej, 2014; str. 101-115.

Dobór ilustracji, podział i układ tekstu, red.: Kazimierz Robak / Żeglujmy Razem

Cdn.

 


[1] Ceny z roku 2014.

[2] Bibliografia znajduje się na końcu ostatniego (3.) odcinka tego artykułu.

 


Miłosz W. Romaniuk:
„Żeglarstwo morskie osób niepełnosprawnych
jako sposób ich aktywizacji, rehabilitacji i integracji”

►► Odc. 1 (3 października 2020)
1. Wychowanie morskie źródłem pozytywnych idei
2. Inicjatywy żeglarskie dla osób niepełnosprawnych

►► Odc. 2 (10 października 2020)
3. Motywacje niewidomych do popłynięcia na morze
4. Organizacja życia na statku
5. Niewidomi na morzu w świetle koncepcji normalizacji

►► Odc. 3 (17 października 2020)
6. Wpływ morza na człowieka
7. Osoby widzące i niewidome po rejsie morskim
8. Metodologia badań
Bibliografia

 


Miłosz Wawrzyniec Romaniuk (ur. 1987) – pracownik naukowy Wydziału Nauk Pedagogicznych na Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie; tytuł doktorski uzyskał (2018) na podstawie dysertacji „Pedagogika na spotkaniu z żywiołem morza. O morskim wychowaniu ludzi nieprzeciętnych”.
Kapitan jachtowy i motorowodny, instruktor żeglarstwa PZŻ, ratownik WOPR. Jako oficer wachtowy lub kapitan uczestniczył m.in. w rejsach z osobami z dysfunkcją wzroku (projekt „Zobaczyć Morze”) oraz młodzieżą szkolną (m. in. Szkoła Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego; Gdańska Szkoła pod Żaglami) na żaglowcach Pogoria, Zawisza Czarny, Generał Zaruski, Kapitan Borchardt i mniejszych jachtach. Ma za sobą ponad 50 tys. Mm i blisko 12 tys. godz. żeglugi.
Autor publikacji m.in. w czasopismach Problemy Opiekuńczo-Wychowawcze, Szkoła Specjalna, International Journal of Electronics and Telecommunications, Szkice Humanistyczne, Current and Future Perspectives on Teaching and Learning, Kultura i Edukacja.


 

► Żeglujmy Razem – powrót na Stronę Główną